sprawdzian po klasie 6

Sprawozdanie

W sobotę 19.06.2012 r. z rodzicami i młodszą siostrą wybraliśmy się na wycieczkę rowerową do W. drogami leśnymi przez S. i B.

Wstaliśmy z siostrą o godzinie 6:30, zjedliśmy pyszne śniadanie i opuściliśmy mieszkanie. Zeszliśmy do piwnicy, aby wyciągnąć przygotowane poprzedniego dnia rowery. Równo o godzinie 7:00 wyruszyliśmy spod domu. Przejechaliśmy ulicami Grunwaldzką, Sienkiewicza, Kołłątaja i Miarki przez most w stronę S. Za wiaduktem skręciliśmy w prawo. Jadąc z górki, ścigaliśmy się wszyscy, kto dalej pojedzie bez pedałowania. Ja wygrałem. Po szybkiej jeździe rześkim porankiem do S. przyjechaliśmy o 7:43. Trochę błądziliśmy i szukaliśmy polnej drogi do B. Wkrótce wjechaliśmy do lasu i przeżyliśmy największy koszmar w życiu. Zaatakowała nas cała chmara owadów, jakieś dziwne muszyska i komary. Tworzyły one cztery chmury, otaczając każde z nas. Gdy obejrzałem się za siebie, zobaczyłem płaczącą siostrę i rodziców w chmurach owadów, od których nie można było się opędzić. Tato rozkazał, aby zwiększyć tempo.  Przyśpieszyliśmy więc, mimo że przed nami na drodze pojawiły się spore wyrwy i koleiny pełen błota. Owady strasznie nas gryzły, szczególnie po odkrytych łydkach i udach. Miałem łzy w oczach i byłem wściekły, bo czułem, jak mnie robactwo kąsa. Trwało to kilka minut rozciągających się w nieskończoność. Wreszcie wyjechaliśmy na piękną polanę, gdzie nie było mokradeł, naturalnych sprzymierzeńców owadów. Dojechaliśmy do sklepu w B. Kupiliśmy kilka butelek wody, aby obmyć rany i pojechaliśmy dalej asfaltową drogą, wyznaczonym pasem dla rowerzystów i pieszych. Słońce prażyło i mogliśmy się opalać podczas jazdy.  Do W. dojechaliśmy o godzinie 9:35. W sumie przejechaliśmy ze dwadzieścia kilometrów w nieco ponad dwie i pół godziny.

Obiecaliśmy sobie, że będziemy wracać zupełnie inną drogą przez G. i M., aby uniknąć przykrych niespodzianek w lesie. Dwie godziny spędziliśmy u babci, odpoczywając i lecząc rany, aby około południa ruszyć w drogę powrotną.


Dodaj komentarz